konstytucja | Co do zasady

Przejdź do treści
Zamów newsletter
Formularz zapisu na newsletter Co do zasady

konstytucja

Konstytucyjne wrogie przejęcie
Czy „zabetonowanie” instytucji państwowych przez ustępującą władzę można porównać do działań zarządu spółki, który nadużywa swoich uprawnień, by we własnym interesie uniemożliwić akcjonariuszom przekazanie kontroli nad spółką nowemu inwestorowi? A jeśli tak, to czy Konstytucja zakazuje takich działań rządzącym, tak samo jak prawo prywatne zakazuje ich zarządowi (i każdemu innemu powiernikowi cudzych spraw)?
Konstytucyjne wrogie przejęcie
Nasza niepisana konstytucja
Zasadniczym problemem każdej demokracji jest pytanie o to, jak zapobiegać tyranii większości. Tzn. jak przeciwdziałać sytuacji, w której określona siła polityczna zyskuje poparcie społeczne i władzę umożliwiającą jej deptanie podstawowych praw jej oponentów (a w ostatecznym rozrachunku także zwolenników).
Nasza niepisana konstytucja
Ani fontanna sprawiedliwości, ani miłosierny samarytanin
Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego przyrównujące prezydenckie prawo łaski do królewskiego kaprysu są błędne. W dawnych monarchiach król był „fontanną sprawiedliwości”, dlatego miał niejako licencję na nieskrępowaną ingerencję w jej wymiar. Prezydent w nowoczesnym państwie nie odgrywa takiej roli, a źródeł sprawiedliwości poszukuje się w demokracji gdzie indziej. Dlatego przysługującego Prezydentowi prawa łaski nie można rozumieć w taki anachroniczny sposób.
Ani fontanna sprawiedliwości, ani miłosierny samarytanin
Polskie „Północ – Południe”
W trakcie wojny secesyjnej liderzy zbuntowanego Południa wypowiedzieli posłuszeństwo konstytucji i legalnym władzom Stanów Zjednoczonych i przez cztery lata sprawowali własne porządki na części terytorium USA. Gdy rebelia została stłumiona, amerykańskie sądy musiały zmierzyć się z tym, że działania władz zbuntowanych stanów były – w świetle konstytucji i jej rozumienia przez wygranych – nielegalne, a osoby, które podejmowały te działania, nie miały do tego umocowania w prawie. Posługując się modną dziś w Polsce terminologią, moglibyśmy nazwać te osoby neofunkcjonariuszami.
Polskie „Północ – Południe”